Pacanów mamy na wyciągnięcie ręki!

Pacanów mamy na wyciągnięcie ręki!

Wywiad z Michałem Dąbrowskim reżyserem nowego spektaklu dla dzieci „Koziołek Matołek, Węgierka i Olek”.

Zostałeś zaproszony przez Dyrektora Teatru Dramatycznego – Piotra Półtoraka do współpracy. O czym będzie reżyserowany przez Ciebie nowy spektakl ?

Realizuję spektakl dla dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Jest to opowieść o Koziołku, który pewnego dnia w poszukiwaniu Pacanowa trafia do Białegostoku, a dokładnie do Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki. Tak się składa, że akurat w teatrze jest wycieczka dzieci. Teatr jest fikcją, magią, więc kiedy aktorzy są pytani o drogę do Pacanowa, postanawiają zabawić się i stworzyć mu cały szereg przygód, których finałem będzie debiut Koziołka w teatrze.

 

Dlaczego tak to podkreślasz, że teatr jest fikcją, magią?

To jest to, co mnie w teatrze kusi najbardziej: tworzenie fikcji, tworzenie dzieciakom nowego, bajkowego świata. Dlatego trafiłem do teatru, że zawsze marzyłem, by stworzyć bajkę na żywo. Tak jak oglądamy film, chciałem, by bajka działa się na żywo przed nami. To określam magią. A fikcja, ponieważ wszystko w teatrze jest fikcyjne – wszystko jest wykreowane przez aktorów.

 

Skąd inspiracja Koziołkiem Matołkiem? Czy to była twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?

Tak. Ja uwielbiałem oglądać Koziołka Matołka. Zawsze mnie bawił. Mój wybór jest spowodowany też tym, że kiedy dzisiaj oglądam bajki w telewizji, często trafiam na te okrutne, pełne przemocy i agresji, dziwnych tematów. Wybrałem Koziołka Matołka, bo jest, według mnie, teraz czas na powrót takich rzeczy, które są czyste, niosą fajną treść. Koziołek wędruje przez świat, poznając go, ale poznaje też siebie.

 

Czyli to właściwie podróż inicjacyjna?

Czyli taka, którą każde dziecko będzie miało… Przecież ten Pacanów często mamy na wyciągnięcie ręki, bo każdy człowiek ma swój Pacanów, do którego podąża. To są cele i marzenia. Cały czas można mieć nowy Pacanów. A poza tym warto nie zapomnieć o Koziołku Matołku. Uważam, że to fajny bohater. Dobrze jest też coś przekazywać.

 

Co jest najważniejsze w tym spektaklu?

Chciałbym przekazać dzieciom, że warto podążać za swoimi marzeniami, że warto obrać jakiś kierunek w życiu. Koziołek Matołek ma ten cel. To jest ten Pacanów. Warto, tak jak Koziołek – nie bać się przygód. Chociaż Koziołek ma różne przygody, jakby cały czas świat go gonił. Warto poznawać świat i poznawać siebie.

 

Które wątki z wielkiej ilości przygód wybrałeś do swojego przedstawienia? Spróbujmy nie zdradzać wszystkiego, ale powiedzieć jaka była formuła wyboru?

Nie chciałem sam dokonywać tego wyboru. Jest tych przygód wiele i każda z nich jest wdzięczna, więc byłby kłopot. A poza tym nie chciałem poprawiać dobrego autora – na nowo napisać Makuszyńskiego. Mam swoje zasady. A wiedziałem, że jest bardzo dobry scenariusz Leona Moszczyńskiego „Nowe Przygody Koziołka Matołka”, który się sprawdził w poprzednich latach. Tekst jest archaiczny, ale jest bardzo prosty, ma fajne rytmy. Wolałem skorzystać z gotowej adaptacji, z bardzo klasycznego tekstu teatru. Uważam, że jest to czas, kiedy te teksty bardzo się sprawdzają. A co do przygód nie mogę zdradzać, ale wiem, że przyniosą wiele radości dzieciom, ale jest też jedna sentymentalna scena z Twardowskim dla dorosłych. Będą mieli szansę przeżyć tę scenę.

 

Czy myślisz, że wielu dorosłych może przyjść nie tylko dla własnych dzieci, ale także po to, żeby się skonfrontować ze swoimi wspomnieniami?

Dlatego ten tekst wybrałem, bo chciałem, żeby przyszedł rodzic z dzieckiem albo dziadek z wnuczkiem, nie samo dziecko. Żeby połączyć te pokolenia i by była pokusa, żeby przyjść na tę właśnie bajkę. I dzieci mogą zapytać starszych o Twardowskiego, tak ja go wyglądałem na księżycu, kiedy tata mój mi go tam wskazywał…

 

Opowiedz o swojej artystycznej drodze.

Pochodzę z Białegostoku, ze Starosielc, z robotniczej rodziny. Nie wiem, skąd mi się wzięły te artystyczne inklinacje. A teatrem zaraziłem się w wieku 7 lat. Należałem do słynnego teatru Za mostem, który prowadziła Pani instruktor Małgorzata Wojdakowska. Studiowałem reżyserię na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Zrealizowałem m.in. „Tymoteusza i Psiuńcia” wg Jana Wilkowskiego w szczecińskim Teatrze Lalek „Pleciuga” i „Małego Tygrysa Pietrka” Hanny Januszewskiej w  Teatrze Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach.

 

Słynne przedstawienie, ulubiony spektakl wielu dzisiejszych dorosłych. I zdobyłeś za tę realizację nagrodę, prawda?

Tak. Nagrodę za przedstawienie dziecięce w ramach IV edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” Opole 2019. A w Kielcach to przedstawienie weszło do repertuaru. Zajmuję się też filmowaniem; jako DJ – graniem koncertów, ostatnio z płytą Poetic Syntetic, którą wydała Magda Daniel. Byłem też producentem tej płyty. Prowadzę warsztaty teatralne dla różnych grup. Tworzę też muzykę. Sam komponuję muzykę do tego spektaklu.

 

Jaki to będzie rodzaj muzyki?

To będzie z pewnością muzyka ilustracyjna, połączenie gatunków, muzyka elektroniczna, ale i instrumentalna. Lekka, dająca wypełnienie do tych scen, dająca też czasami akcent ruchowy.

Bardzo lubię robić bajki. Chciałbym zrobić w przyszłości także przedstawienie dla dorosłych. Ten spektakl, który realizuję teraz w Teatrze Dramatycznym, to nie będzie czysty teatr formy, lalkowy. To będzie teatr dramatyczny jedynie z elementami formy, żeby dzieciakom pokazać różnorodność środków wyrazu, czyli będą cienie, czarny teatr, gra świateł. Forma pojawi się  w postaci tintamareski – to jest taka lalka, której mały tułów jest przypinany do głowy aktora.

 

Z kim współpracujesz przy tym przedstawieniu?

Z Dariuszem Panasem, którego poznałem podczas realizacji „Tygrysa Pietrka”. Odpowiada mi jego plastyka. Mamy taki wspólny świat, chociaż jest ode mnie starszy ponad 20 lat. Zaprojektował scenografię, kostiumy i lalki.

 

Wydawałoby się na podstawie tego, co powiedziałeś, że spektakl mógłby być eklektyczny, ale widziałam szkice. Te projekty wskazują na to, że to będzie spektakl bardzo czysty w formie.

Musimy pilnować porządku plastycznego.

 

Czy to Ty preferujesz taką czystość, taki skondensowany język teatru?

Najważniejsze są prostota i porządek na scenie. A różnorodność formy wynika z tego, że chcę zróżnicować te światy, po których się porusza Koziołek. Ale jest wspólny mianownik, który wszystko spaja – jeden element scenograficzny (stale obecny na scenie), ale nie mogę zdradzać…

Drugi twórca, z którym współpracuję to Ewelina Ciszewska z Wrocławia – choreograf,  wykładowczyni tamtejszej szkoły teatralnej, też poznana podczas realizacji „Tygrysa Pietrka”. Bardzo ją polubiłem, bo wnosi wiele pozytywnej energii, bardzo życzliwie podchodzi do pracy z aktorem. Ewelina zajmuje się ruchem scenicznym w tym przedstawieniu.

Ostatnim współtwórcą naszego spektaklu jest Magdalena Harasim – debiutująca jako autorka wizualizacji, ­­­z zawodu charakteryzatorka, z zamiłowania plastyk, rysownik.  Będzie rysowała wizualizacje, którymi dopełnimy przygody Koziołka Matołka. Wybrałem ją, bo ma swój świat kolorów w swoich rysunkach  – właśnie takie, w tym klimacie, jakie chcę włączyć do przedstawienia.

 

Blisko dziecka, jego świata?

Tak, jak film rysunkowy. Przyjemne dla oka i mózgu. Kiedy oglądamy dzisiaj agresywne w formie bajki, męczą nam się oczy. Dlatego decyduję się na wizualizacje narysowane kredkami, pastelami, które będą przyjemne, delikatne. Będą potem sfilmowane, zmontowane, w formie filmów poklatkowych, które będziemy wyświetlać na scenie, wszystko z konkretnym uzasadnieniem.

 

Ilu aktorów będzie brało udział w przedstawieniu?

Czworo. Jolanta Borowska, Bernard Bania, Urszula Szmidt i Patryk Ołdziejewski jako Koziołek Matołek.

 

Jakie wrażenia po pierwszych próbach?

Bardzo dobre. Świetnie nam się pracuje z aktorami Dramatycznego. Wspiera nas też swoją obecnością scenograf Dariusz Panas, który przyjeżdża do Białegostoku, mimo zaangażowania przy innych premierach, by dopilnować kształtu realizacji plastycznych, przygotowywanych przez nasze pracownie: krawiecką, modelatorsko-malarską, stolarską, szewską i fryzjersko-perukarską oraz przez rekwizytorki i garderobiane.

 

Dziękuję za rozmowę i spotykamy się 12 października na premierze!

Zapraszam wszystkich rodziców z dziećmi i dziadków z wnukami na mój spektakl! Na wszystkie dzieci czekać będzie niespodzianka związana z przedstawieniem. Do zobaczenia.

 

Rozmawiała Jolanta Hinc-Mackiewicz – Kierownik Literacki Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku.

 

 

 

 

Przedstawienie dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z „Funduszu Promocji Kultury” oraz z budżetu Województwa Podlaskiego.

 

 

Galeria