Bogusław Schaeffer

Scenariusz dla trzech aktorów

„Scenariusz dla trzech aktorów” to rodzaj kabaretu teatralnego, opartego na grach językowych i igraniu z materią sztuki teatralnej. Intryga spektaklu da się streścić w jednym zdaniu: trzech mężczyzn spotyka się, by pracować nad przedstawieniem teatralnym. I to by było na tyle. „Mięsem” sztuki są nieporozumienia, spory i próba uzgodnienia wspólnego stanowiska pomiędzy trzema artystami. Każdy inaczej pojmuje sens sztuki. Zawiązują doraźne koalicje, zaciekle bronią swego stanowiska, kpią, wyszydzają, parodiują się wzajemnie. Rzecz jest niezwykle dynamiczna, w wielu miejscach spięcia wyładowują się w humorze, błazenadzie, ironii. Jednak w atrakcyjnym opakowaniu kryje się poważny ładunek intelektualny – refleksje na temat pojmowania teatru i w ogóle sztuki, jej społecznej roli i zadań stojących przed artystą.

Recenzje:

Wygibasy pewnej trójcy
Bardzo to wdzięczny materiał do aktorskich popisów – Schaeffer skomponował wyraziste typy charakterologiczne, w których aktorzy mogą pokazać naprawdę wiele. I taki też jest spektakl- nieustająca defilada min, groteskowych improwizacji, wygłupów aktorów, którzy – zmęczeni komendami niezdarnego reżysera – zaczynają się bawić jego kosztem.
Jest jednak coś więcej więcej tekście Schaeffera ponad sam wygłup: próba pokazania, z jaką porażającą łatwością przychodzi zamiana sztuki wielkiej w sztukę dla mas. W białostockim spektaklu – to coś gubi się między kolejnymi scenkami w rodzaju: życie goryli, trudne życie artysty którego nikt nie rozumie, bo ma problem z wyrażeniem, o co mu chodzi itp. Tu sztuki autentycznie wielkiej nie ma, tu jest tylko jej nieudolnie przerysowana wizja, doprawiona gęba, tylko i wyłącznie zgryw.
Jeśli jednak przyjmiemy, że nasi realizatorzy tekstu Schaeffera postawili przede wszystkim na autoironiczne potraktowanie własnej -aktorskiej profesji („nie patrz w dal, wal po szmal”), wykpienie teatralnego sztafażu i zestawu min – od rubasznej, po patetyczną, z obowiązkowo wywróconymi białkami do góry – to przyznać należy, że zabieg ów nawet im się udał.
Spektakl bywa śmieszny, niekiedy ocierając się wręcz o montypythonowski absurd (mistrzostwem jest tu pełen westchnień i fizycznych wygibasów dialog między Anzelmem i Apolinarym). Śmieszne są niektóre improwizacje, choć poza słownym humorem nic z nich nie wynika; śmieszne są małpie miny scenografa, który z poświęceniem, odgrywając napalonego goryla, próbuje udowodnić, że ważniejsza jest treść niż forma, i że ta pierwsza zawsze poprzedzała drugą; śmieszne są wreszcie inscenizacyjne zabiegi: potraktowanie widzów jako rekwizytu (szczegółów, póki co, nie zdradzimy) czy obściskiwanie słupa.

Monika Żmijewska, Gazeta Wyborcza, 03.04.2006

 

 

  • Scena: mała
  • Premiera: 31 marca 2006
  • Autor: Bogusław Schaeffer
  • Reżyser: Bogusław Semotiuk
  • Scenografia: Bogusław Semotiuk
  • Opracowanie muzyczne: Bogusław Semotiuk

Obsada

  • Krzysztof Ławniczak - Cze
  • Sławomir Popławski - Dru
  • Tadeusz Sokołowski - Pie