Grupa Monty Pythona

Latający Cyrk Monty Pythona

Tadeusz Grochowski, Piotr Półtorak, Sławomir Popławski, Rafał Olszewski, Bernard Maciej Bania, Paweł Chomczyk i Piotr Szekowski w skeczach i piosenkach słynnej brytyjskiej grupy Monty Pythona. Zabawa znakomita, humor markowy i wybornie podany. Innymi słowy gwarancja ciekawie spędzonego wieczoru.

 

Premiera: 11 maja 2007 r.

Scena: foyer

Cena biletu:  35 zł

Reżyser: Adam Opatowicz

Wykonanie muzyki na żywo: Romuald Kozakiewicz

Opracowanie muzyczne: Romuald Kozakiewicz

Obsada:
    · Tadeusz Sokołowski: Role
    · Bernard Bania: Role
    · Maciej Radziwanowski: Role
    · Paweł Chomczyk: Role
    · Sławomir Popławski: Role
    · Rafał Olszewski: Role
    · Piotr Półtorak: Role

Recenzje:

"Kto lubi dowcip Monty Pythona - w Dramatycznym spędzi dość przyjemną godzinę. Kto nie lubi - niech nie idzie wcale, bo skali absurdu nie zdzierży. Teatr rzucił na wiosnę kolejny spektakl z kabaretowej serii. W poprzednich odsłonach był dowcip Kabaretu Starszych Panów, był humor peerelowski, a nawet cmentarny, spod znaku nekrologu. Wreszcie czas przyszedł na dowcip najbardziej specyficzny ze wszystkich, firmowany przez grupkę brytyjskich komików - "Latający cyrk Monty Pythona". W humorystycznej branży to prawdziwe ekstremum - dla odtwórców zadanie dość karkołomne. To, co prześmieszne u kompanii dziwaków, u ich naśladowców może być gwoździem do trumny. Steku absurdów, acz inteligentnych, nie można tu wyrecytować drewnianym głosem, lecz wygłosić z niezachwianą wiarą. Jak sobie radzi białostocka ekipa? Nieźle. Surrealistycznych tekstów w świetnym tłumaczeniu Tomasza Beksińskiego nie psuje, choć na wyżyny humorystycznego przetwórstwa też nie wznosi. Angielski dowcip sprzedaje na tyle skutecznie, że na sali chichocik nie zamiera ani na chwilę.

Przede wszystkim jednak aktorów wreszcie można posłuchać. O ile w poprzednich kabaretach śpiew wypadał mizernie i lepiej, by było go jak najmniej, o tyle ekipy "Cyrku" słucha się z przyjemnością. Bo też sześciu panów proste w rytmie piosenki śpiewa raczej czysto, w korelacji z fortepianem Romualda Kozakiewicza. I co najważniejsze - wyraźnie, co w przypadku montypythonowskich niuansów i pikanterii ma niebagatelne znaczenie. Niezłe są tu śpiewy stadne, dobre są solówki (m.in. Pawła Chomczyka, który nie żałuje mimicznego anturażu). A już prawdziwe mistrzostwo to piosenka - wyliczanka najobrzydliwszych chorób wenerycznych, wyśpiewana z elegancją i bez mrugnięcia okiem przez Rafała Olszewskiego (dla niej samej warto wpaść na spektakl)."

 

Monika Żmijewska, "W teatrze humor według Monty Pythona", Gazeta Wyborcza Białystok, 14 maja 2007 r.